Z Gorzowa na tarczy, ale nie było źle

Było blisko, ale nie udało się. Na gorącym terenie w Gorzowie nasze dziewczyny walczyły do ostatniej minuty, ale musiały uznać wyższość drużyny AZS AJP. Podopieczne Dariusza Maciejewskiego musiały się mocno napocić, by na swoim parkiecie zwyciężyć 75:68. Postawa naszego zespołu po tym inauguracyjnym meczu nowego sezonu ekstraklasy koszykarek może napawać optymizmem.

Jak wiadomo, w ostatniej chwili dołączyły do nas doskonale znana z poprzedniego sezonu Shante Evans. Mimo że zaledwie w sobotę wysiadła z samolotu w Berlinie i wieczorem dołączyła do koleżanek, nasz trener Piotr Kulpeksza jej zaufał i posłał do boju w pierwszej piątce. Nasza środkowa miała prawdziwe wejście smoka. Jej akcje wzbudzały zachwyt wiernej grupy fanów, którzy zasiedli na trybunach gorzowskiej hali. Grała przodem i tyłem do kosza, trafiała z półdystansu. Szczególnie widoczna była w drugiej i trzeciej kwarcie, kiedy to zdobywała po 7 „oczek”. Kto wie, jak wyglądałoby ten pojedynek, gdyby nie to, że już w 31 minucie popełniła piąty faul i oczywiście usiadła na ławce. Ostatecznie skończyła ten mecz z 16 pkt na swoim koncie (7/11 za 2, 2/4 za 1) oraz 5 zbiórkami i 3 asystami.

Po 20 minutach gry zanosiło się na sensację, bo przecież nie ma co ukrywać, to gospodynie były zdecydowanymi faworytkami w tej konfrontacji. My mieliśmy na koncie jeden punkt więcej. To był efekt mocnej konsekwentnej obrony oraz spokojnego szukanie czystych pozycji w ataku. Dobre efekty przynosiło dogrywanie piłek do naszych podkoszowych – wspomnianej już Evans oraz Lauren Ervin (8 pkt do przerwy).

Niestety, opuszczenie boiska przez Evans nieco zdezorganizowało naszą grę. Po 30 minutach mieliśmy 8 punktów straty. O ile we wcześniej fazie meczu w drużynie AZS AJP dużo piłek trafiało pod kosz do zawodniczek wysokich (Green 16 pkt po 30 min, Gustafson 10), o tyle w ostatniej odsłonie sprawę w swoje ręce wzięła 22-letnia gorzowska rozgrywająca, dla której jest to pierwszy sezon w profesjonalnej karierze za oceanem (dotąd występowała jedynie w rozgrywkach akademickich). Kathleen Doyle, bo o niej tu mowa, w ciągu 10 min zdobyła 14 pkt, a jej drugi już 3-puktowy rzut w 36 min właściwie nas pogrążył (66:51). Co prawda szybko odpowiedziała Elżbieta Międzik (22,5 min na boisku, tylko 1/2 z gry). A jeszcze celnemu rzutowi Janessy Jeffery (17 pkt, 4/10 za 2, 2/3 za 3, 3/4 za 1, 6 as., 3 prz.) na 1,43 min przed końcem przegrywaliśmy jedynie 60:66, ale AZS nie pozwolił już sobie wydrzeć wygranej.

Na pewno na plus należy zapisać, że w walce pod tablicami właściwie nie ustępowaliśmy rywalkom (przegraliśmy zbiórki jedynie 30-31), Na minus na pewno trzeba zapisać fakt, że dość długo nie mogliśmy się wstrzelić z dystansu (po trzech kwartach jedynie 1/12 za 3). Ostatecznie osiągnęliśmy wskaźnik w tym elemencie 6/19, a AZS AJP Gorzów 8/18. Gdybyśmy mieli nieco lepiej ustawione celowniki, kto wie, jak by się to wszystko skończyło.

Na koniec przypomnijmy, że z tym samym przeciwnikiem zmierzyliśmy się w dwóch towarzyskich spotkaniach na własnym boisku (wygrana i porażka 5 punktami). W obu tych sparingach nie zagrały wtedy Megan Gustafson i Kathleen Doyle. Obie w niedzielnym meczu były najskuteczniejszymi zawodniczkami swojej ekipy, bowiem zgodnie zdobyły po 19 pkt…

W środę, 7 października, w Arenie Bydgoszcz w drugiej kolejce EBLK mieliśmy zmierzyć się z AZS UMCS Lublin, ale, jak wiadomo, ten mecz został przełożony z powodu zakażenia koronawirusem kilku zawodniczek AZS.

AZS AJP Gorzów – Basket 25 Bydgoszcz 75:68 (11:16, 18:14, 22:13, 24:25).

AZS AJP Gorzów: Gustafson 19 (1×3), Doyle 19 (2), Green 16, Hristova 9 (1), Dźwigalska 6 (2) oraz Owczarzak 3 (1), Szott-Hejmej 3 (1), Matkowska 0, Kaczmarczyk 0.

Basket 25: Jeffery 17 (2), Evans 16, Ervin 12, McBride 10 (2), Michałek 3 (1) oraz Stankiewicz 4, Międzik 3 (1), Szajtauer 3.

Tadeusz Nadolski