Karina Michałek derby Artego - Energa Toruń

Tak było, czyli krótka historia derbów

W niedzielę, 18 października, nasze koszykarki po raz pierwszy w tym sezonie zaprezentują się swoim kibicom. 

derby Artego - Energa Toruń

Rywalem będzie Energa Toruń, a derby, jak mówi nieco wyświechtane już powiedzenie, rządzą się swoimi prawami.

Od momentu awansu naszej drużyny na najwyższy szczebel, czyli od roku 2009, do rywalizacji bydgosko-toruńskiej w play offach dochodziło pięciokrotnie. I cztery razy zwycięsko z tych konfrontacji wychodziła nasza ekipa. W sumie po rundzie zasadniczej doszło do 18 spotkań, bilans zwycięstw oraz porażek jest dla nas korzystny (11-7).

Po raz pierwszy zmierzyliśmy się z „Katarzynkami” w sezonie 2010/2011, kiedy to trenerem był Adam Ziemiński, który – przypomnijmy – rok wcześniej wprowadził nas do ekstraklasy. Wówczas stawką były miejsca 5-8 i lepszą drużyna okazały się torunianki (2-0).

Od tego momentu dominowaliśmy już w kolejnych meczach, choć wiele razy spotkania były bardzo wyrównane, a czasami wręcz dramatycznie.

W sezonie 2012/2013 na ławce trenerskiej zasiadł Tomasz Herkt i od razu poprowadził nasz zespół do brązowego medalu.

Po porażce w półfinale z Wisłą Kraków 1-3 na drodze do trzeciego miejsca podium stanęła właśnie Energa. Po czterech meczach był remis 2-2, ale decydujący należał już bezwzględnie do nas. W starej hali Chemika przy ul. Glinki rozbiliśmy rywalki 91:47 i mogliśmy świętować pierwszy, jak się potem okazało nieostatni, krążek mistrzostw Polski.

W kolejnym sezonie sytuacja się powtórzyła. Znowu stawką pojedynków bydgosko-toruńskich były brązowe medale MP. Na tym etapie rywalizowało się do dwóch wygranych i to właśnie Artego okazało się lepsze, choć tylko 2-1, a mecze były dość wyrównane, bo zwyciężyliśmy 7. i 8. punktami, a w grodzie Kopernika gospodynie były lepsze o dwa „oczka”.

Kolejny sezon i kolejny raz na drodze naszego zespołu stanęły „Katarzynki”. Tym razem w półfinale play off. Tutaj do rozstrzygnięcia wystarczyły tylko trzy pojedynki, a nasze wygrane właściwie ani przez moment nie były zagrożone. Dodajmy, że w finale lepsza okazała się Wisła (3-1), a nam przypadły w udziale srebrne medale.

Zupełnie inaczej sytuacja wyglądała w sezonie 2016/2017, kiedy to po raz ostatni przyszło nam zmierzyć się z Energą.

Nasze przeciwniczki zajęły po rundzie zasadniczej trzecie miejsce (my szóste) i w ćwierćfinale znalazły się w uprzywilejowanej pozycji, bowiem w przypadku piątego spotkania miałyby atut własnego parkietu. I tak się stało, ale tego atutu nie wykorzystały. Dodatkowym smaczkiem tych meczów był fakt, że w barwach Energi występowały Darxia Morris i Julie McBride, które rok wcześniej były liderkami… Artego. Wielu z nas pamięta jeszcze zapewne przebieg tych pojedynków. Dwukrotnie zwyciężaliśmy zaledwie jednym punktem. Ostatecznie doszło do wspomnianej już piątej konfrontacji, w której w jaskini lwa okazaliśmy się lepsi 86:80, ale sezon zakończyliśmy na czwartym miejscu.

I na koniec słów kilka o ostatnim sezonie. Jak wiadomo przerwany on został po 21. kolejkach. Tym razem oba zespoły walczyły o zupełnie inne cele. Artego należało do najlepszych ekip w EBLK (ostatecznie skończyło na drugim miejscu za Arką Gdynia), a Energa desperacko broniła się przed spadkiem. W bezpośrednich pojedynkach nie było wątpliwości – 92:60 i 94:76 dla nas. W sumie Energa wygrała tylko trzy mecze i kto wie, jak by się to wszystko skończyło, gdyby nie decyzja władz polskiej koszykówki o przedwczesnym (bez play offów) zakończeniem rozgrywek. Tak się bowiem ułożyło, że w ostatniej kolejce miała się zmierzyć na wyjeździe z będąca na fali (wcześniej wygrała niespodziewanie w Bydgoszczy) drużyną AZS Uniwersytetu Gdańskiego (również bilans 3-18). Wygrany pozostałby w EBLK, przegrany spadłby do I ligi. Ale to są tylko spekulacje, bo ostatecznie nikt nie opuścił najwyższego szczebla (choć akademiczki z Trójmiasta z przyczyn finansowych zrezygnowały z walki w ekstraklasie) i w tym sezonie znowu będziemy się emocjonować bydgosko-toruńskim potyczkami.

Tekst: Tadeusz Nadolski

Foto: Elwira Nogal