Elżbieta Międzik derby KS Basket25 - Energa Toruń

Derby pod znakiem kontuzji

Derby zawsze wyzwalają dodatkowe emocje, a te niedzielne (18 października, godz. 18.00) będą wyjątkowe. Oto bowiem staną naprzeciwko siebie drużyny prowadzone przez trenerów, którzy przez osiem lat blisko współpracowali ze sobą na jednej ławce.

KS Basket25 trening przed derbami

Chodzi oczywiście o naszego obecnego szkoleniowca Piotra Kulpekszę, który przez cały ten czas był asystentem Tomasza Herkta.

Historię potyczek bydgosko-toruńskich krótko już przypomnieliśmy. Teraz skupmy się na tym, co tu i teraz.

Oba zespoły nie najlepiej rozpoczęły sezon 2020/2021. My jednak rozegraliśmy dotąd tylko jedno spotkanie i z bardzo trudnego terenu w Gorzowie przywieźliśmy bardzo przyzwoity wynik (68:75).

Tymczasem Energa zaliczyła prawdziwy falstart. Trzy pojedynki i trzy wysokie porażki, w tym jedna to wręcz deklasacja. Ale o tym za chwilę.

Przed sezonem wydawało się, że „Katarzynki” zbudowały bardzo ciekawy skład. Tymczasem z różnych losowych przyczyn na razie ta ekipa prezentuje się fatalnie. Właściwie jedynie rozgrywająca Feyonda Fitzgerald pokazuje się lepiej niż przyzwoicie. Amerykanka, która zna już polskie parkiety (2017/2018 grała w AZS Lublin) ciągnie grę swojej ekipy. Nic dobrego natomiast nie można powiedzieć o jej rodaczce Breannie Lewis. Środkowa z USA w sezonie 2017/2017 w barwach Ostrovii Ostrów Wielkopolski należała do najlepszych koszykarek na swojej pozycji w EBLK (15,9 pkt i 9,1 zb.). Tymczasem na razie jest to tylko cień tej zawodniczki. Dlaczego?

Wyjaśnił to Tomasz Herkt pod koniec września w wywiadzie udzielonym toruńskim „Nowościom”. Powiedział wprost: „Breanna Lewis przyjechała do Polski kompletnie nieprzygotowana z kosmiczną nadwagą, a miała przecież za sobą znakomity sezon w Turcji. (…) Raczej nie zanosi się na to, by w ciągu dwóch-trzech miesięcy udało jej się zrzucić odpowiednia liczbę kilogramów”.

To jednak nie koniec problemów torunianek. Druga zawodniczka obwodowa, Petra Zaplatova, reprezentantka swojego kraju (grała m.in. na mistrzostwach Europy w 2017 r.) złapała koronawirusa, kwarantannę przechodziła u siebie w domu i na razie nie może dojść do swojej normalnej wysokiej dyspozycji.

Z kolei z kontuzjami borykają dwie inne ważne koszykarki w układance Tomasza Herkta. Chodzi o skrzydłową Emilię Tłumak oraz rzucającą Magdalenę Ziętarę. Ta pierwsza jest ikoną toruńskiego basketu, graczem bardzo doświadczonym, bo już 38-letnim. Jej olbrzymią zaletą jest, że potrafi wejść z ławki, „odpalić” dwie-trzy trójki i pociągnąć grę swojej drużyny. Ziętara z kolei to już wypróbowana marka, mająca za sobą m.in. sześć sezonów w Wiśle Kraków, z którą zdobywała tytuły mistrza Polski.

To wszystko razem sprawiło, że Energa poległa najpierw u siebie z nie najmocniejszym przecież AZS Poznań 64:82, potem nie miała nic do powiedzenia we Wrocławiu (59:84 ze Ślęzą), by wreszcie ponownie na własnym parkiecie w konfrontacji z CCC Polkowice zdobyć jedynie 30 punktów (rywalki aż 92). W tym meczu jedynie Fitzgerald próbowała ratować sytuację. Niemal nie schodząc z parkietu (38,55 min) zdobyła najwięcej punktów (14), ale miała tylko 5/26 z gry. Lewis w 25,55 min, oddała tylko dwa rzuty za 2 (trafiła jeden) i miała 6 zbiórek. Z kolei Zaplatova spędziła na boisku jedynie 15 min (0/5 z gry) i w II połowie Tomasz Herkt posadził ją na ławce. W rezerwie cały czas z kolei była wspomniana już Tłumak.

Przy okazji sprawdziliśmy wyniki z ostatnich pięciu sezonów. Tylko raz różnica w meczach ligowych była większa. W sezonie 2017/2018 CCC pokonało Ostrovię 116:39 (a więc -77). Z kolei we wspomnianym okresie zaledwie 30 „oczek” nie zdobyła żadna drużyna. To absolutny niechlubny rekord Energi.

Ale to są problemy naszych najbliższych przeciwniczek. A przecież i nas też nie ominęły większe i mniejsze urazy. Na szczęście, powoli wychodzimy na prostą.

– Bardzo mnie cieszy to, że Shante Evans, która dołączyła do nas tuż przed rozpoczęciem rozgrywek jest w bardzo dobrej dyspozycji (w Gorzowie 16 pkt, 7/11 za 2, 2/4 za 1, 5 zb., 3 as. – dop. T.N.). Magdalena Szajtauer w pełni wyleczyła już kontuzję kostki i jest gotowa do gry. Coraz lepiej czuje się Karina Michałek, która miała problemy z wybitym palcem. Z mniejszym obciążeniem trenuje na razie Edyta Faleńczyk, która zmaga się z naciągniętym mięśniem nogi i dziś nie można przesądzić, czy wystąpi w derbach – powiedział Piotr Kulpeksza. I dodaje: – Na pewno te wyniki Energi nie powinny nas uśpić. Zwłaszcza ten ostatni. Można go uznać za wypadek przy pracy. My musimy zagrać cały mecz na dużej koncentracji i intensywności w obronie oraz szukać korzystnych rozwiązań w ataku.

Tekst: Tadeusz Nadolski

Foto: Elwira Nogal, KS Basket25 Bydgoszcz