Dwie sekundy, które wstrząsnęły Pszczółką

W pierwszym meczu ćwierćfinałów play off EBLK sezonu 2020/2021 po niesamowicie emocjonującym i pełnym zwrotów spotkaniu pokonaliśmy w Lublinie AZS UMCS 76:73 i w serii do trzech zwycięstw objęliśmy prowadzenie 1-0.

Gdy naprzeciwko siebie stają drużyny, które rundę zasadniczą skończyły z taką samą liczbą zwycięstw i porażek (13-7), a w bezpośredniej konfrontacji był niemal remis (+10 i -11), to można się spodziewać, że rywalizacja na parkiecie będzie miała bardzo wyrównany przebieg. I tak też było…

Na początku pierwszej kwarty rywalki nieco zaskoczyły nas agresywną, wysoko ustawioną obroną, stosowaną praktycznie na całym boisku. W 5 min. AZS UMCS prowadził już 13:5. Ożywienie w naszych szeregach przyniosło wprowadzenie Angeliki Stankiewicz. Popularna „Siwa” zaczęła napędzać nasz atak, trafiała zarówno z dystansu, jak i bliżej kosza (w sumie 6 pkt, 1/1 za 2, 1/1 za 3, 1/2 za 1). Z kolei pierwsze fragmenty II „odsłony” należały do nas. Najpierw Karina Michałek trafiła za 3, chwilę potem Cierra Burdick za 2 i 5-punktowa strata po I kw. została odrobiona (20:20). Potem już aż do ostatnich sekund spotkanie toczyło się punkt za punkt, często na świetlnej tablicy pojawiał się wynik remisowy. Znowu trafiała Stankiewicz (4 pkt, w sumie do przerwy 10), wspomniana już Michałek zapisała na swoim koncie 5 pkt, a Burdick – 4. Trzeba przyznać, że nieco zawodziliśmy z dystansu. 3/11 w ciągu 20 min to nie jest to, na co stać nasze dziewczyny (m.in. Elżbieta Międzik i Julie McBride po 0/3). Ostatecznie do szatni schodziliśmy z zaledwie 2-punktowym deficytem.

W III kw. zdecydowanie lepiej weszły akademiczki. Po 5 min było już 51:41. Na dodatek w 27 min 4 przewinienie popełniła Shante Evens (do tego momentu 9 pkt, 3/9 z gry, 1/1 za 1). Nasza sytuacja – przy wąskim składzie – mocno się skomplikowała. Cały czas mieliśmy problemy, by sforsować defensywę Pszczólki. Na szczęście akcją 2+1 popisała się Burdick, a w 28 min po raz pierwszy w tym meczu celnie zza łuku przymierzyła Elżbieta Międzik i było już tylko 51:49 dla gospodyń. Niestety, swoją klepkę znalazła Jennifer O’Niell. Najpierw w 29 min trafiła z dystansu, a w 31 i 32 min za 2 i zrobiło się już 60:49. Trener Piotr Kulpeksza był zmuszony wziąć czas. To widocznie zmobilizowało nasz zawodniczki. Sprawy w swoje ręce wzięła Evans, która w 33 i 34 min zdobyła 4 pkt (2 i 2) i prowadzenie miejscowych zmniejszyło się do 4 pkt (62:58). Końcówka była niesłychanie dramatyczna. Lublinianki prowadziły już 72:68, a wówczas McBride celnie przymierzyła zza linii 6,75 m (w całym meczu 1/6 za 3). Na prowadzenie 73:72 wyprowadziła nas Janis Boonstra 9 sekund przed finałową syreną. Potem jeszcze wiele się wydarzyło. Martina Fassina wykorzystała tylko jeden rzut wolny (73:73). W ciągu dwóch sekund najpierw O’Neill popełniła faul techniczny (jeden rzut wolny trafiła McBride, a my wyprowadzaliśmy piłkę z boku), a dosłownie niecałą sekundę przed końcem kolejny faul Ilarii Milazzo (tym razem niesportowy) i znowu na linii rzutów wolnych stanęła nasza Amerykanka z polskim obywatelstwem, i nie pomyliła się ani razu, ustalając wynik spotkania na 76:73 dla nas.

Wszystkie nasze koszykarki przyłożyły się do tego olbrzymiego sukcesu. Warto podkreślić jednak postawę Cierry Burdick, która zanotowała potężne double-double – 18 pkt i 20 (!) zbiórek, no i zimną krew naszej weteranki, która przez niemal 40 min miała problemy ze skutecznością, ale w najważniejszych fragmentach nie zadrżała jej ręka i w ciągu ostatniej minuty zdobyła 6 ze swoich 12 pkt.

Dziękujemy dziewczyny. Będziemy trzymać za was kciuki w drugim pojedynku w Lublinie.

Po meczu trener Piotr Kulpeksza powiedział: – Oczywiście bardzo cieszymy się, że wygraliśmy mecz z tak trudnym przeciwnikiem na jego terenie. Na razie to jednak niewiele zmienia, bo gra się przecież do trzech zwycięstw. W tak ciężkich spotkaniach trzeba mieć też odrobinę szczęście i to szczęście tym razem nam dopisało. Mam wiele szacunku dla dziewczyn, które wytrzymały 40 minut katorżniczej walki na każdym centymetrze boiska. Ten wynik nie zmienia faktu, że ta seria będzie raczej długa, a każdy pojedynek zacięty, tak jak dzisiejszy. Nie wiem, co ze zdrowiem naszych koszykarek, Będziemy starali się „wyświeżyć” przez te 24 godziny, które dzielą nas od drugiego pojedynku. Mam w składzie doświadczone zawodniczki, które grały już niejeden play off i wiedzą, jak się zregenerować, jak odpocząć. Na pewno dadzą z siebie wszystko.

Pszczółka Polski Cukier AZS UMCS Lublin – Basket 25 Bydgoszcz 73:76 (20:15, 16:19, 20:15, 17:27).

AZS UMCS Lublin: Fassina 18, Bertsch 13 (1×3), Milazzo 8, Kośla 7, Pavel 4 oraz O’Neill 15 (3), Sklepowicz 4, Poboży 4, Niedźwiedzka 0.

Basket 25 Bydgoszcz: Burdick 18 (20 zb., w tym 7 w ataku), Evans 15, McBride 12 (1), Michałek 10 (2), Międzik 6 (2) oraz Stankiewicz 9 (1), Boonstra 6.

W rywalizacji do trzech zwycięstw: 0-1.

W niedzielę, 14 marca, w Lublinie drugie spotkanie (godz.18.00, relacja w tvcom.pl).

Tekst: Tadeusz Nadolski, Maciej Łopatto