To był trudny, ale bardzo udany sezon [WYWIAD]

ROZMOWA Z TRENEREM PIOTREM KULPEKSZĄ.

– Po przedwcześnie zakończonym poprzednim sezonie, klub, podobnie zresztą jak wiele innych w naszym kraju, znalazł się w trudnej sytuacji. Nie ukrywałeś wówczas, że rozważana jest opcja gry tylko wychowankami w I lidze. Na szczęście, ten czarny scenariusz się nie sprawdził…

– Tak rzeczywiście było. Jednak po rozmowach z głównym sponsorem, Waldemarem Koteckim, ustaliśmy, jaki może być ewentualny poziom pomocy firmy FaleLokiKoki. Otrzymaliśmy także deklarację dalszego wsparcia ze strony władz miasta finansowania koszykówki na poziomie ekstraklasy. Swoje dołożyła także firma Rosmedia. Dzięki temu mogliśmy przystąpić do budowania budżetu. To było naprawdę bardzo trudne zadania i wiem, że niewiele osób wierzyło w to, iż uda nam się go dopiąć. To były dla mnie bardzo trudne dni i tygodnie. Musiałem połączyć funkcje prezesa, trenera i menedżera. Wszystko, jak wiadomo, skończyło się w tym momencie szczęśliwie, choć dużym ciosem, także w wymiarze finansowym, było dla nas to, że przez cały sezon, jak się potem okazało, nie mogli nas w naszej hali oglądać nasi kibice.

– Przed rozpoczęciem nowych rozgrywek klub przeszedł dość istotne zmiany organizacyjne. Czym były one podyktowane?

– Po wielu latach doświadczeń doszliśmy do wniosku, że coraz trudniej łączyć jest prowadzenie drużyn juniorskich z seniorkami. Chodziło, między innymi, o sprawy finansowe i prawne, związane z dwoma różnymi systemami finansowania sportu. Dlatego wspólnie z prezesem klubu Czesławem Woźniakiem doszliśmy do wniosku, że on dalej kierować będzie klubem (jako stowarzyszenie) skupiającym młodzież, a zespół w ekstraklasie znajdzie się w strukturze nowo powołanej spółki z o.o., której prezesem został Robert Smalcerz z firmy „Rosmedia”.

– Masz za sobą wiele lat doświadczeń na trenerskiej ławce. Samodzielnie prowadziłeś zespoły młodzieżowe, byłeś asystentem trenerów w naszym klubie i w różnych kadrach. Jednak po raz pierwszy zostałeś pierwszym szkoleniowcem ekipy seniorek w ekstraklasie. Jakie nadzieje i obawy wówczas Ci towarzyszyły, jaką miałeś wizję drużyny, jak chciałeś ją skompletować?

– To wszystko rodziło się w dużych bólach. Na początku chęć pozostania zadeklarowały Elżbieta Międzik i Karina Michałek oraz Edyta Faleńczyk, która poprzedni sezon straciła z powodu kontuzji. I to od nich rozpoczęliśmy budowę składu. Wyszukiwaniem nowych zawodniczek zajął się głównie mój asystent, a prywatnie brat – Paweł. To wszystko trwało. Chciałbym w tym miejscu przypomnieć, że jako ostatnia – dosłownie w przeddzień inauguracji sezonu w Gorzowie – dołączyła do nas Shante Evans. Generalnie nie były do dla mnie rzeczy nowe, bo w takich działaniach uczestniczyłem już wcześniej – najpierw u boku trenera Adama Ziemińskiego, a potem przez wiele lat Tomasza Herkta. Przez ten czas nawiązaliśmy stałą współpracę z dwoma-trzema agentami, do których mamy zaufanie. Oni też rozumieli nasze problemy. My stawialiśmy sprawę jasno, mówiliśmy o problemach, w jakich znalazł się klub, ale działaliśmy cały czas transparentnie.

– Już w trakcie sezonu, w grudniu 2020 roku, zdecydowaliście się na rozwiązanie kontraktu z Lauren Ervin, która legitymowała się bardzo dobrym koszykarskim CV, miała za sobą udane występy w wielu silnych europejskich klubach. Dlaczego?

– Z perspektywy czasu mogę chyba pokusić się o stwierdzenie, że polska liga jej nie służyła, ponieważ w Polkowicach też grała bardzo słabo. Chociaż nie mogę powiedzieć, że u nas grała słabo, Grała solidnie, ale to było za mało. Nie dawała nam tylu zbiórek i punktów, ile od niej oczekiwaliśmy. Dlatego już jakiś czas przed rozstaniem zaczęliśmy prowadzić skauting nowej zawodniczki na jej pozycję. W tym miejscu jedna uwaga. Wymiana zawodniczek to nie jest taka prosta sprawa, nie tylko ze względów formalnych. Nowy gracz nie zna naszego systemu, realiów polskiej ligi i zawsze może okazać się, że nie doda zespołowi większej wartości. Dlatego od początku z Pawłem naszym założeniem było, że szukamy koszykarki, która już grała w Polsce, jest nam znana, szybko się zaaklimatyzuje i wpasuje się w zespół. Wybór padł na Cierrę Burdick, która była w dobrej formie, miała za sobą sezon w WNBA w zespole wicemistrzyń, choć oczywiście nie odgrywała tam kluczowej roli. Rozmawiałem też z Arkadiuszem Rusinem, z trenerem Ślęzy Wrocław, gdzie występowała przez dwa lata, który powiedział, że jest zawodniczką bardzo sympatyczną, kontaktową i gorąco ją polecał. I mogę powiedzieć, że w jej przypadku był to strzał w dziesiątkę. Ma swój bardzo duży udział w naszym końcowym sukcesie.

– Naszym kibicom nie trzeba przypominać, ale musimy jeszcze wrócić do olbrzymiego pecha jaki dotknął drużynę. Z powodu kontuzji wypadły ze składu Magdalena Szajtauer, na jakiś czas Angelika Stankiewicz oraz kluczowa postać w zespole Janessa Jeffery, która w EBLK rozegrała w naszych barwach tylko trzynaście spotkań.

– Magda pełniła w drużynie bardzo ważną rolę. Była naszą pierwszą zmienniczką na pozycjach podkoszowych. Dawała nam stabilność, dobrą zbiórkę i sporo bloków. Zdołała wystąpić tylko w siedmiu meczach, kiedy doszło do przypadkowego zdarzenia na treningu, w którym zerwała ścięgno Achillesa. I sezon miała już z głowy. Potem nogę skręciła Angelika Stankiewicz, która wcześniej spisywała się bardzo dobrze. „Siwa” wypadła z gry na miesiąc. Z powodu kłopotów personalnych musieliśmy ją nieco przedwcześnie „uruchomić” i trochę trwało, zanim wróciła na swój normalny wysoki poziom. W przypadku „Chucky” to należy bezwzględnie podkreślić, że straciliśmy naszego najlepszego gracza, czołowego na tej pozycji w polskiej lidze. Zawodniczkę punktującą, zbierającą, asystującą, świetnie broniącą, wysoką jak na pozycję numer jeden. Krótko mówiąc – kompletną. Był to dla nas bardzo trudny moment. W tym miejscu mogę zdradzić, że bardzo mi pomógł jeden z doświadczonych trenerów z ekstraklasy, który podpowiedział mi, co należy zrobić. Zorganizowaliśmy specjalne spotkanie z zespołem i udało się wyjść na prostą. Jeśli chodzi o problemy personalne, to chciałbym jeszcze przypomnieć o tragedii, jaka dotknęła dwie nasze juniorki, bliźniaczki Wiktorię i Roksanę Sobiech, którym zmarł ojciec. Kłopoty rodzinne sprawiły, że w drugiej części sezonu trenowały zdecydowanie mniej i wypadły z rytmu meczowego. Tak więc kłopot gonił kłopot. Przez cały ten sezon.

– Mówi się, że prawdziwą wartość każdego zespołu weryfikują play offy. Na tym etapie pokazaliście olbrzymi hart ducha pokonując w pięciu dramatycznych spotkaniach AZS UMCS Lublin. Co zdecydowało, że z tej konfrontacji wyszliście zwycięsko?

– Dużą role odegrali trener przygotowania fizycznego Marcin Kaczocha i nasi fizjoterapeuci Adam Piesik oraz Oktawia Bogulska. Okazało się, że zespół dobrze pod względem kondycyjnym zniósł tę serię. A chcę przypomnieć, że niewiele brakowało, by skończyła się ona już po trzech meczach. W drugim pojedynku w Lublinie cztery sekundy przed końcem Shante Evans trafiła za trzy punkty, ale sędziowie odgwizdali jej faul w ataku. Gdyby punkty zostały zaliczone z ewentualnym przewinieniem rywalki i dodatkowym rzutem wolnym, wygralibyśmy tę konfrontację, a co najmniej byłaby dogrywka. Stało się jednak tak jak się stało, dla na ostatecznie z happy endem.

– Sezon 2020/2021 zakończyliście więc zdobyciem brązowych medali, bez rozgrywania z PSI Eneą Gorzów spotkań o trzecie miejsce. Naszych fanów oczywiście interesuje, jakie są perspektywy na kolejny…

– Na początku jeszcze raz chciałbym podziękować Polskiemu Związkowi Koszykówki i kierownictwu klubu z Gorzowa w osobie wiceprezesa Michała Kuglera, którzy zrozumieli naszą trudną sytuację związaną z tym, że niektóre nasze podstawowe zawodniczki dotknął koronawirus i nie były zupełnie gotowe do gry. To było jedyne sprawiedliwe, choć na pewno nie idealne, rozwiązanie. To było bardzo fair. Oczywiście moglibyśmy rozegrać te spotkania, pojechalibyśmy do Gorzowa juniorkami, a jak by to się skończyło – wiadomo. Na pewno nie służyłoby to promocji sportu.

Wracając do pytania. Na razie jesteśmy na etapie zamykania minionego sezonu. Oczywiście już powoli rozmawiamy z zawodniczkami. Na pewno zostanie z nami Angelika Stankiewicz, która ma obowiązujący kontrakt. Bardzo blisko podpisania kolejnego jest Karina Michałek. Obie kontuzjowane, czyli Magdalena Szajtauer i Janessa Jeffery, cały czas pozostają z nami. Magda była operowana w bydgoskim szpitalu, z kolei więzadła „Chucky” były „naprawiane” w Toruniu. Obie przechodzą intensywną rehabilitację pod okiem Adama Piesika. Klub nie pozostawił ich na lodzie, pokrył koszty operacji, opiekował się nimi cały czas, a szczególną rolę odegrała nasza dyrektor sportowa Nel Schada von Borzyskowski. Obie bardzo chcą u nas pozostać, bo – jak twierdzą – po raz pierwszy spotkały się takim podejściem. Magda powinna normalnie rozpocząć okres przygotowawczy, Janessa nieco później. Oceniamy, że do gry będzie gotowa w listopadzie. Bardzo zadowolona jest też Cierra Burdick, która trafiła do jednego z klubów WNBA i niewykluczone, że ponownie będzie z nami. Jesteśmy także w stałym kontakcie z Shante Evans, która została powołana do reprezentacji Słowenii na tegoroczne mistrzostwa Europy. Przy konstrukcji zespołu musimy też wziąć pod uwagę, że w związku z nowym przepisem na boisku cały czas będzie musiała przebywać jedna polska zawodniczka U-23. My mamy takie koszykarki na pozycjach jeden-dwa, a więc siostry Sobiech, Wiktorię Zasadę, Agatę Świątkowską i najmłodszą z tego grona, wcześniej też poważnie kontuzjowaną, Darię Nogal. Na razie nie znamy jeszcze decyzji Eli Międzik i Julie McBride. Obie wiele dla nas zrobiły. Julie nie ukrywa, że powoli chciałaby zająć się trenowaniem. Zobaczymy. W każdym razie chcemy zmontować mocny, szeroki i ciekawy skład, bo nie ukrywam, że jeśli wszystko wypali, planujemy wrócić do rozgrywek EuroCup.

– Dziękuję za rozmowę.

– Ja, korzystając z okazji, chciałbym tą drogą podziękować wszystkim naszym darczyńcom i sponsorom. Bez nich nie udałoby się osiągnąć tego, co osiągnęliśmy. Tu należy wymienić następujące osoby, firmy i instytucje: Urząd Miasta Bydgoszczy (prezydent Rafał Bruski), Wydział Edukacji i Sportu UM (Monika Tabisz i Katarzyna Drzewicka), FaleLokiKoki (Waldemar Kotecki, Piotr Dagiel, Krzysztof Kempiński), Rosmedia (Robert Smalcerz, Rafał Pyszka), Epson, Certus, Genderka, DPD, Staropolska, E-kancelaria Piotr Kowalski, Talerz Pro Omnis, Nitrochem, TVP Bydgoszcz. Szczególne podziękowania dla Zooleszcz – Zbigniew Leszczyński za pomoc finansową i organizacyjną podczas całego sezonu. Osobno chciałbym serdecznie podziękować naszym wiernym fanom, a zwłaszcza grupie wyjazdowej, oraz niezastąpionej Aleksandrze Obiała, na której plecach spoczywało wiele spraw organizacyjnych. Warto podkreślić ,że kolejny rok graliśmy w strojach firmy SISU reprezentowanej przez Dariusza Gogolina. Podziękowania należą się też naszemu przewoźnikowi, a więc firmie PKS Bydgoszcz Sp. z o.o.