Karina Michałek, nasza zawodniczka zadaniowa [WYWIAD]

Karina Michałek zostaje z nami. Rzucająca miniony sezon może zapisać po stronie plusów. Regularnie wychodziła w pierwszej piątce, dawała zespołowi solidną grę w obronie oraz średnio 7,0 pkt w ciągu blisko 26 minut spędzonych na parkiecie.

– Na niedawnej uroczystości podpisaniu umowy z nowym sponsorem reprezentowałaś nasz zespół. W Internecie pojawiły się spekulacji i pytania, czy zostałaś kapitanem drużyny?

– Przez wiele lat tę funkcję pełniła Ela Międzik. Ja po prostu cały czas przebywam na miejscu, w Bydgoszczy, i trener poprosił mnie, bym pojawiła się na tym spotkaniu. To wszystko. Nazwisko kapitana poznamy zapewne w momencie, gdy będziemy już w pełnym składzie.

– W wywiadzie udzielonym nam przed minionym sezonem powiedziałaś, że jesteś bydgoszczanką i tu jako zawodniczka czujesz się najlepiej. Nic się w tym względzie nie zmieniło. Nadal będziesz grać w koszulce naszego klubu. Czy rozważałaś przeniesienie się do innej drużyny, czy miałaś jakie propozycje?

– Nawet się nie rozglądałam. W sumie obwiązywała mnie dwuletnia umowa i pozostało tylko czekanie na konkrety i dogranie szczegółów. Bardzo szybko się dogadaliśmy. Na ten moment po prostu nie wyobrażam sobie wyjazdu z Bydgoszczy. Mój mąż, Karol, jest też koszykarzem (208 cm, pozycja – środkowy – dop. T.N.), miniony sezon spędził w II-ligowej Noteci Inowrocław. Miał co prawda kilka propozycji z kraju, ale nawet ich nie rozważał. Pracuje jako trener personalny, choć cały czas jest gotowy do gry, jest w bardzo dobrej formie mimo skończonych już 33 lat, kocha rywalizację na parkiecie i gdyby pojawiła się konkretna oferta z Noteci, to zapewne by z niej korzystał. No i poza tym mamy psa i nie chcemy z nim wędrować po Polsce.

– Masz za sobą bardzo udany sezon. We wszystkich meczach regularnie wychodziłaś w pierwszej piątce…

– No właśnie. Jestem bardzo wdzięczna trenerowi Piotrowi Kulpekszy, z którym nota bene znamy się już bardzo długo, bo prowadził mnie od najmłodszych lat, za taki kredyt zaufania. To, że zaczynałam mecze w wyjściowym składzie, było dla mnie bardzo ważne. Przede wszystkim mobilizowało mnie do większej pracy na treningach. Nie na sto procent, ale na znacznie więcej. Bo najczęściej nie jest tak, że w pierwszej piątce wychodzi się „za zasługi” czy za „nazwisko”. W trakcie zajęć trzeba się pokazać z najlepszej strony, zostawić na boisku dużo zdrowia.

– W stosunku do sezonu 2019/2020 zdobywałaś więcej punktów (śr. 7,0 w minionym, 6,0 w poprzednim), ale nieco spadła Twoja skuteczność.

– To jest normalne. Przebywałam na boisku dłużej, oddawałam zdecydowanie więcej rzutów i w takim przypadku skuteczność była trochę mniejsza. Poza tym jestem zawodniczką zadaniową, trener dawał mi dużo zaleceń do wypełnienia w defensywie. To też miało wpływ na moją skuteczność.

– Liga rozgrywana była cały czas w cieniu koronawirusa. Wiem, że Ciebie też nie ominął COVID-19.

– Zaraziłam się pod koniec sezonu. Na szczęście, nie przechodziłam go bardzo ciężko. Byłam osłabiona, bolały mnie mięśnie i wszystko to trwało dość długo, bo ponad dwa tygodnie. Ale widząc, co się działo i dzieje, mogło być gorzej.

– Rozgrywki zakończyliście zdobyciem brązowego medalu. To olbrzymi sukces. Ale czy gdyby nie plaga kontuzji, które dotknęły Magdalenę Szajtauer, Janessę Jeffery, a także na jakiś czas Angelikę Stankiewicz, moglibyście osiągnąć coś więcej?

– Tu można gdybać. Wiadomo, że jak któraś dziewczyna wypada ze składu, siada psychika, trzeba dawać siebie co najmniej dwa razy więcej. Bardzo wyrównane mecze z Arką Gdynia, późniejszym mistrzem Polski, pokazały, że był w naszej ekipie duży potencjał. Co by było, gdybyśmy grały w pełnym składzie? To jest tylko sport. Jedno jest pewne – miałybyśmy większe szanse na co najmniej finał EBLK. Tak czy inaczej jestem bardzo dumna z naszego zespołu, że mimo tylu kłopotów personalnych osiągnął tak wiele.

– Jak spędzasz przerwę w ligowej rywalizacji? Czy planujecie z mężem jakiś dłuższy urlop?

– Mamy za sobą kilka wyjazdów weekendowych, być może wybierzemy się gdzieś do ciepłych krajów. Na razie lekko ćwiczę, by podtrzymać formę i zregenerować organizm. Mam możliwość korzystanie w naszej hali, ale mówiąc szczerze wolę porzucać sobie na jakimś orliku na świeżym powietrzu. Przygotowania do nowego sezonu rozpoczniemy około 15 sierpnia, więc miesiąc wcześniej rozpocznę nieco bardziej intensywne zajęcia.

I na koniec. W sezonie 2021/2022 czekają nas ważne zmiany. Decyzja PZKosz. w każdej drużynie EBLK w trakcie całego meczu na boisku będzie musiała przebywać zawodniczka U-23. Jak to oceniasz?

Na pewno jest to dobry pomysł. Ja sama na własnej skórze przekonałam się, jak ciężko młodej zawodniczce przebić się do gry. Czy to się sprawdzi, czy pojawią dziewczyny, które za jakiś czas staną się silnymi punktami naszej reprezentacji i podniosą jej poziom, przekonamy się za jakiś czas.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał: Tadeusz Nadolski